Kasia Poleca

Zaręczyny - nie adaptują nic i ulepszają tak wiele

To momencik, na który z niecierpliwością czeka prawdopodobnie każda zakochana niewiasta – zaręczyny. Imaginujemy sobie jak to będzie, gdy on padnie przed nami na kolana i wyzna miłość. Jakże, gdzie, kiedy to zrobi? Czy nas zaszokuje, czy będziemy się tego spodziewać? To moment, który z praktycznego punktu widzenia zwyczajowo nic w związku nie przeinacza – dalej jesteśmy wraz, dalej wspólnie opędzamy termin, organizowaliśmy i w przyszłości planujemy wspólną przyszłość. Lecz od tego momentu wie o tym każdy, kto spojrzy na pierścionek ozdabiający naszą grabulę. mocno wciągający blog Od tej chwili wszyściuśko jest w wyższym stopniu na sekwencjo. Dzielimy się uszczęśliwioną adnotacją z familią, z kompanami i odczuwamy się zadowolone. Dumne z tego, że wyszukałyśmy kogoś, komukolwiek na nas zależy i kogoś, na kim zależy nam. Czy w obliczu tak kluczowego i wyczekiwanego wyznania zasadnicze jest to, w jakich warunkach zrękowiny miały miejsce? Czy była tylko jedna, bezpretensjonalna róża a także olśniewający pęk kwiatów? Czy miało to otoczenie w ekskluzywnej restauracji przy lampce wina i krewetkach jak i w domku – w łapciach i szlafroku. A pierścionek? Czy liczy się wielkość kamienia i próba złota? Zapominamy o tym w momencie, gdy słyszymy to jedno czarodziejskie wypytywanie. A odpowiedź na nie będzie prawdopodobnie najdonioślejszą decyzją w naszym życiu.